La Roschelle
2026-07-22 La Roschelle
Pływanie Rzeszowiakiem jest niezwykle pouczające. Pojętni uczniowie mogą na przykład uświadomić sobie, że 170 mil dzielące San Sebastian od La Roschelle to nie jest wartość stała. Najczęściej gwałtownie rośnie, proporcjonalnie do siły wiatru, pod który należy się wydźwignąć.
Wbrew zapewnieniom locji, wiatr wiejący od rufy też praktycznie nie istnieje. Bajają o nim jedynie dżentelmeni w idealnie skrojonych białych spodenkach, których można spotkać w miejscowych klimatyzowanych knajpkach, pijących kolorowe koktajle w towarzystwie niesłychanie pięknych pań. Co więcej, przechadzają się oni po pokładach białych jak śnieg katamaranów, wywołując mylne wrażenie, jakoby byli ich właścicielami. Jachty te pochodzą z miejscowej wytwórni i stadami zajmującymi miejsca dla przyzwoitych jachtów przy kejach Mariny des Minimes, która jak nic powinna nazywać się Maximes Plus. Robi wrażenie.
Weszliśmy więc do niej po dwóch i pół dniach absolutnej mordęgi, odkładając halsy o makabrycznej wręcz długości. Cała droga to prawie trzysta mil, pod falę, prądy i pływy, i pod wiatr często przekraczający trzydzieści węzłów.
W akcie sprzeciwu wobec tak jawnej niesprawiedliwości, postanowiliśmy wypić na lądzie po dwa piwa w ramach promocji Miasta Rzeszowa. Finalnie wypiliśmy po jednym, bo czas też nie jest w tym rejsie po naszej stronie.
Ale jemu również się nie damy, więc pozdrawiamy was ciepło:
Cpt. BB i troszkę przeciągnięta załoga
A drugie piwo wypijcie za nas siedząc w kapciach przed telewizorem
Ahoi